O mnie

Cześć! Mam na imię Laura i pochodzę z Piekar Śląskich. Miło mi, że tu jesteś!

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę przechodzić wielodniowe szlaki z ciężkim plecakiem, pokonam Orlą Perć czy dotrę na wysokość ponad 5000 m n.p.m. w Nepalu – prawdopodobnie uznałabym to za żart. A może nawet za zły żart.

Przez wiele lat zmagałam się z lękiem wysokości i ekspozycji. Byłam też przekonana, że góry i dalekie trekkingi są dla ludzi, którzy wynieśli to z domu. W ich rodzinach chodziło się po górach albo podróżowało, więc była to dla nich naturalna kolej rzeczy. Albo dla tych, którzy mają duży budżet na podróże czy są po prostu odważniejsi ode mnie.

U mnie w domu raczej się nie podróżowało ani nie chodziło po górach, więc długo czułam, że to po prostu nie moja bajka. Zawsze jednak lubiłam wędrować. Godzinami włóczyć się bez większego celu i odkrywać to, co miałam wokół siebie.Z czasem po prostu zamieniłam lokalne trasy na coraz dalsze szlaki.

A dopiero później zrozumiałam, że największą przeszkodą nie były góry – tylko moje własne przekonania.

📷
Zdjęcie 1

📷
Zdjęcie 2

📷
Zdjęcie 3

📷
Zdjęcie 4

Skąd wzięły się góry?

Choć w mojej rodzinie nie było tradycji wędrowania, góry pojawiły się w moim życiu dość wcześnie. Dorastając na Śląsku, weekendowe wypady w Beskidy czy Sudety były czymś stosunkowo łatwo dostępnym. Nie przypuszczałam jednak, że z czasem staną się nie tylko moją największą pasją, ale też miejscem, w którym nauczę się oswajać własne lęki i spędzać każdą wolną chwilę.

Przełomowy okazał się rok 2013 i wejście na Rysy. To właśnie wtedy po raz pierwszy przyznałam – przed sobą i przed znajomymi – że panicznie boję się wysokości.

Mogłam wtedy uznać, że takie góry po prostu nie są dla mnie, ale zamiast tego pomyślałam coś zupełnie odwrotnego: nie chciałam pozwolić, żeby strach decydował o tym, dokąd mogę pójść i jakie miejsca mogę odkrywać.

Od tamtej pory zaczęłam świadomie wracać w góry. Krok po kroku wybierałam coraz trudniejsze szlaki i sprawdzałam, na ile jestem gotowa. Czasami szłam dalej, czasami się wycofywałam.

Jednym z największych sprawdzianów była Orla Perć. W 2021 roku próbowałam przejść cały szlak, ale zawróciłam przed Kozim Wierchem. Nie dlatego, że zabrakło mi sił, zabrakło mi wtedy odwagi.

Dwa lata później wróciłam i przeszłam całą trasę.

To doświadczenie nauczyło mnie czegoś, do czego wracam do dziś: do niektórych celów trzeba po prostu dojrzeć. Nie wszystko musi wydarzyć się za pierwszym razem.

📷
Rysy, 2013

📷
Orla Perć

Dlaczego trekking?

Z czasem góry stały się dla mnie czymś więcej niż miejscem do zdobywania szczytów. Pokochałam wielodniowe wędrówki, odkrywanie mniej oczywistych miejsc i planowanie kolejnych wypraw.

Najbardziej fascynują mnie średniodystansowe szlaki, bo są wystarczająco długie, żeby na kilka dni wejść w rytm wędrówki, naprawdę poczuć charakter danego regionu, ale jednocześnie można je wpleść w normalne życie.

Na swoim koncie mam m.in. Malerweg w Saksońskiej Szwajcarii, Corfu Trail, Cumbria Way w angielskim Lake District, szkocki Skye Trail czy Annapurna Circuit w Nepalu, gdzie dotarłam na wysokość 5416 m n.p.m.

Każda z tych tras była zupełnie inna, ale wszystkie utwierdziły mnie w przekonaniu, że najbardziej lubię poznawać miejsca właśnie w ten sposób – krok po kroku. Mieć czas, żeby zobaczyć nie tylko punkt docelowy, ale również wszystko to, co wydarza się pomiędzy.

Tatry, Wielka Brytania i kolejne wyzwania

Szczególne miejsce w moim sercu zajmują Tatry. Od lat regularnie do nich wracam, a jednym z moich aktualnych celów jest przejście wszystkich znakowanych szlaków po polskiej i słowackiej stronie. To projekt, który realizuję bez pośpiechu, dla własnej satysfakcji i przyjemności odkrywania tych gór.

Choć Tatry zawsze będą dla mnie wyjątkowe, od pewnego czasu równie mocno fascynuje mnie Wielka Brytania. Regularnie tam wracam, by odkrywać kolejne szlaki i mniej znane zakątki.

Uwielbiam to, że  zaledwie kilka godzin lotu z Polski wystarczy, by znaleźć się pośród surowych wybrzeży, wrzosowisk, skalistych szczytów, górskich dolin i nieograniczonej przestrzeni. To kierunek, do którego zamierzam wracać jeszcze wiele razy  i który chcę pokazywać również tutaj, na blogu, bo uważam, że jest niedoceniony!

Choć to właśnie wielodniowe trekkingi sprawiają mi największą frajdę, od czasu do czasu lubię rzucić sobie wyzwanie. Długie górskie pętle, wymagające przejścia czy ambitniejsze cele pozwalają mi sprawdzić własne możliwości i zobaczyć, jak wiele zmieniło się od czasów, kiedy to strach decydował za mnie.

Nie traktuję jednak gór jak niekończącego się wyścigu. Nie zależy mi na zaliczaniu kolejnych szczytów ani biciu rekordów tylko po to, żeby stale przesuwać poprzeczkę. Jeśli już się z kimś ścigam, to przede wszystkim ze sobą, nie po to, żeby cokolwiek udowadniać światu, ale żeby się rozwijać, próbować nowych rzeczy i od czasu do czasu sprawdzać, gdzie dziś leżą moje własne granice.

Znacznie bardziej niż wynik cenię drogę, przygodę i historie, które powstają po drodze oraz ludzi, których na tej drodze spotykam. Często wracam w te same miejsca, bo wierzę, że nie trzeba cały czas gonić za czymś nowym. Ta sama góra, szlak czy miejsce potrafią wyglądać zupełnie inaczej o innej porze roku, w innym momencie życia albo po prostu wtedy, kiedy sami patrzymy na nie z nieco innej perspektywy. 

Bliskie jest mi motto: „Śpiesz się powoli”.

Nie rozumiem go jako zatrzymania się w miejscu. Wręcz przeciwnie: chcę iść dalej, rozwijać się, stawiać sobie coraz większe cele i odkrywać świat. Tylko niekoniecznie w tempie narzuconym przez innych.

Można płynąć z nurtem, ale nie trzeba dać mu się porwać.

📷
Tatry

📷
Wielka Brytania

Codzienność jest częścią przygody

Przez większość czasu moje życie wygląda całkiem zwyczajnie. Pracuję na etacie, mam standardowe obowiązki, planuję urlopy i znajduję pomiędzy tym wszystkim miejsce na kolejną wyprawę. I  właśnie to lubię w tym najbardziej. Przygoda nie musi zaczynać się dopiero wtedy, kiedy zostawimy codzienność za sobą.

Można wpleść ją w życie, które już mamy.

Nie zawsze trzeba zmieniać wszystko. Czasem wystarczy zrobić trochę miejsca na rzeczy, które są ważne. Wyjechać na weekend, zaplanować pierwszy trekking, wrócić po dwóch latach na szlak, którego wcześniej nie udało się przejść, albo postawić sobie cel, który jeszcze niedawno wydawał się kompletnie poza zasięgiem.

Od kilku lat dokumentuję swoje wyprawy w mediach społecznościowych, a teraz również na blogu. Tworzę zdjęcia, filmy i przewodniki z wędrówek, górskich szlaków oraz podróży.

Dzięki temu mam przyjemność współpracować z markami outdoorowymi i innymi twórcami, tworząc materiały w miejscach, które odwiedzam i naprawdę lubię. Górska pasja stała się więc również częścią mojej pracy.

Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj inspirację do zaplanowania własnej wyprawy:  niezależnie od tego, czy będzie to weekend w Beskidach, wypad w Tatry, kilkudniowy trekking w Wielkiej Brytanii czy podróż na drugi koniec świata.

Tego właśnie nauczyły mnie góry najbardziej

„Zwykli ludzie mogą robić niezwykłe rzeczy.”